Na zakupach miej się lepiej na baczności!

Zepsute salami i złe ekspedientki czyli miej w sklepie oczy szeroko otwarte


Dziś będzie trochę o jakości jedzenia. A wszystko przez to, że zaplanowałam na obiad pizzę. Głównym bohaterem pizzy ma być salami, więc nabyłam takowe w osiedlowym sklepiku. No i szlag mnie trafił gdy wróciłam do domu. Salami paskudne, strasznie tłuste.Tak wiem, w salami zawsze jest tłuszcz, ale ten całkowicie rozmazał się na folii, w którą był zapakowany (folia to kolejny dramat). No i smak – ohyda, kwaśne, w niczym nie przypominające naszego polskiego (skądinąd całkiem niezłego jak się dobrze poszuka) salami, nie mówiąc już o włoskim. Ot kwaśna mielonka. Ble.

I wcale nie kierowałam się ceną. Wyznaję zasadę, że dobra pizza to pizza przygotowana z wysokiej jakości składników. Poza tym składników nie powinno być dużo, takiego salami na przykład potrzeba 5-6 plasterków, nie więcej, bo to nie zapiekanka. Lepiej więc wydać złotówkę więcej niż jeść śmieci, prawda? No ale dziś na cenę nie spojrzałam (a ta mogłaby zasugerować, że może nie być dobrze). Kierowało mną coś innego – kupiłam salami bez dodatków bo stwierdziłam, że pieprz czy ser dookoła salami nie są mi w tym przypadku do niczego potrzebne. Gdybym widziała jak ono wygląda, nigdy bym go nie wybrała. Problem w tym, że salami (jak również droższe kiełbasy lub szynki) często wisi daleko od lady – przy ścianie. Pani mi wędlinę daleko od lady pokroiła, szybko zapakowała, a ja durna przecież mogłam sobie zażyczyć żeby mi je po prostu pokazała. No i przy okazji ekspedientka była przemiła, co pewnie zaważyło. No bo jak takiej miłej pani nie zaufać? Nauczka dla mnie: nigdy więcej nie kupuj w ciemno i zawsze domagaj się pokazania towaru przed zakupem (nawet gdy się śpieszysz). No i nie ufaj zbyt miłym ekspedientkom.

Swoją drogą spotykacie się jeszcze z niemiła obsługą w sklepach? Odkąd zamieniłam duże miasto na małe miasteczko spotyka mnie to regularnie. I to w różnych odmianach:
  1. ekspedientki wszechwiedzące – zawsze wiedzą lepiej od Ciebie czego potrzebujesz, np. nie chcą zapakować chleba w papier: „przecież to pani wyschnie” (taaa lepiej w folię, żeby grzyby miały czas wyewoluować i wynaleźć koło);
  2. ekspedientki komentatorki: „taka droga ta szynka, a same wióry, ja tam takiego papieru nie jadam”, „Plasterki boczku? oj ktoś tu sobie lubi dogadzać” (mhm, bo mnie akurat interesuje zdaniem zupełnie obcej mi baby);
  3. ekspedientki buntowniczki – wyrażają głośny sprzeciw fanaberiom kupujących: „no i po co pani chce takie cienkie plasterki, przecież ta szynka nie jest aż tak droga” (taa, najlepiej w ogóle parmeńską w kawałku, żebym przypadkiem nie zapomniała do czego służą zęby trzonowe);
  4. ekspedientki dyktatorki – tonem nieznoszącym sprzeciwu każą Ci kupić resztkę towaru, na który nie masz ochoty:  kupuję chleb w kromkach, na wagę, zażyczyłam konkretną ilość kromek i słyszę: „pani weźmie te 2, co zostały, przecież nie będą tu leżały, nikt tego nie kupi” (wiadomo, lepiej niech wyrzuci klient, po uprzednim zakupie czyli opłaceniu dodatkowych 2 kromek); typ często mieszany z e. wszechwiedzącą (wie lepiej ile chleba potrzebujesz);
  5. ekspedientki za karę – witają Cię morderczym spojrzeniem, często nie odpowiadają na przywitanie, nie obsługują Cię tylko wspaniałomyślnie pozwalają Ci na doznanie łaski obsłużenia.
Ech, mogłabym tak wyliczać i wyliczać. Poza tym powyższa klasyfikacja to wynik obserwacji tylko z ostatnich kilku miesięcy (wszystkie cytaty i przykłady jak najbardziej prawdziwe). Gdyby wziąć pod uwagę całe życie… Na szczęście nie zawsze jest aż tak źle, dzięki czemu jeszcze się żadnej ekspedientce nie rzuciłam do tętnicy, ale ze względu na powszechność i rozpasanie sklepowej obsługi możliwe, że tak się stanie. Bo niestety jestem najgorszym możliwym klientem. Miłym, uprzejmym, mówiącym „dzień dobry” i „do widzenia”, ale też takim, który upiera się że chleb weźmie w papierze i tylko tyle kromek ile chce, szynka ma być pokrojona tak jak sobie życzy (choćby się miała rwać), a komentarzami chętnie podzieli się z przełożonym ekspedientki (na swoją obronę dodam, że straszę tylko w ostateczności).
Niestety jestem też klientem ślepym, o czym ewidentnie świadczy ohydne salami w koszu na śmieci. Ślepym albo zaślepionym, w końcu dałam się zwieść miłej obsłudze. Ubolewając nad własną naiwnością obiecuję sobie, że więcej nie dam się nabrać, czego i Wam życzę.
GD Star Rating
loading…

Zepsute salami i złe ekspedientki czyli miej w sklepie oczy szeroko otwarte, 5.0 out of 5 based on 3 ratings



Komentarze(2)
  • Avatar

    gin Sty 25 2013 - 20:09

    No niestety – trzeba mieć oczy szeroko otwarte robiąc zakupy.
    Mi się zaraz przypomina pani w warzywniaku zaraz obok mieszkania moich Rodziców. Moja Mama jest stałym klientem, więc zawsze dostaje dobre produkty. Kiedyś wysłała moją młodszą Siostrę – pierwszy raz – po ogórki kiszone. Brrr! W życiu takiego bubla nie widziałam! Mama poszła i wytłumaczyła pani, że nie można dzieciom wciskać badziewia, bo rodzice nie będą zadowoleni, i to nie dziecko dostanie po uszach. Ech, ludzie…

  • Avatar

    EWA Kwi 23 2013 - 11:19

    polskie wedliny i swierze! obsluga profesjonalna

Zostaw komentarz

Imię (wymagane)

Strona www