Wpisy oznaczone tagiem: ‘ciepłe jedzenie’

niedziela, Listopad 25, 2007 @ 01:11 PM
admin

Zapie­kanka ziem­nia­czana… brzmi cie­ka­wie… wygląda smacz­nie… i pysz­nie smakuje!

Czyli pod­sta­wowe kry­te­ria zostały speł­nione. Z pozoru trudna do wyko­na­nia potrawa, ale w rze­czy­wi­sto­ści nic nad­zwy­czaj trud­nego. Potrze­bu­jemy bram­bory czyli ziem­niaki, kar­to­fle, grule, pyry jak zwał tak zwał, każdy wie o co chodzi.

 

Prze­pis zaczerp­nięty z jed­nego z kuli­nar­nych pro­gra­mów, ale zmo­dy­fi­ko­wany i dosto­so­wany do potrzeb ?nie­prze­cięt­nego” czło­wieka. Zamiast wymyśl­nego, dro­giego sera… zastą­piono go bryndzą.Nie jest to jed­nak konieczny skład­nik, ale z nim potrawa pod­cho­dzi lekko góral­ską nutą, hej! Nie ma co pisać dalej trzeba się brać za pich­ce­nie… :D

Skład­niki:

  1. około 5–6 ziemniaków
  2. boczek wędzony około 30 dag
  3. cebulka
  4. ser żółty
  5. ser bryn­dza (tutaj to nasza inno­wa­cja — wy może­cie użyć innego serka, który lubi­cie, uży­cie bryn­dzy nie konieczne jeśli nie macie. Można dodać inny gatu­nek sera)
  6. mar­ga­ryna do wysma­ro­wa­nia naczy­nia żaroodpornego
  7. olej
  8. pół lampki bia­łego wina (nie jest konieczne)

Spo­sób przyrządzenia:

 

  • Ziem­niaki myjemy w wodzie. Następ­nie gotu­jemy w ?mun­dur­kach” czyli w skórce. Oczy­wi­ście wodę solimy tak jak byśmy goto­wali obrane ziem­niaczki. Można do goto­wa­nia dodać dwa ząbki czosnku — jesli ktoś lubi.
  • W tzw. mię­dzy­cza­sie sma­żymy pokro­jony w paski boczuś. Doda­jemy pokro­joną w krążki cebulkę. Wszystko dalej razem sma­żymy aż cebulka się nie zeszkli
  • Kiedy boczek i cebula będą gotowe, odsta­wiamy na bok.
  • Ugo­to­wane i ostu­dzone ziem­niaki obie­ramy ze skórki — z ?mun­durka”. Następ­nie kro­imy w plastry.
  • Teraz ukła­damy wszystko war­stwami: na posma­ro­wane dno naczy­nia żaro­od­por­nego kła­dziemy pokro­jone w pla­stry ziem­niaki. Kolejna war­stwa to boczuś i cebulka. Na to pokro­jony w pla­stry serek żółty. Kolejna war­stwa ziem­nia­ków. I kolejna war­stwa boczku z cebulką. Kła­dziemy serek bryn­dza, itd. Na górze zale­camy umie­ścić ser żółty.

Ilość warstw zależy od naszej fan­ta­zji, wiel­ko­ści naczy­nia żaro­od­por­nego i wyczer­pa­nia składników.

 

  • Następ­nie pole­wamy wszystko bia­łym winem. Około pół lampki — szklanki sta­now­czo wystarczy.
  • Wsta­wiamy do roz­grza­nego pie­kar­nika na ok. 15 — 20 minut. Wszystko pie­cze się w tem­pe­ra­tu­rze 220– 250 stopni. ( oczy­wi­ście można piec dłu­żej, bo to cho­dzi o to żeby serek się faj­nie roz­pu­ścił i winko odpa­ro­wało). Po tym cza­sie zapie­kanka jest gotowa do jedzenia.

Zapie­kankę naj­le­piej poda­wać na cie­pło, wtedy sma­kuje naj­le­piej, naj­smacz­niej tak, że palu­chy lizać. Oczy­wi­ście można ją skon­su­mo­wać z sałatką. Można z jakimś sosi­kiem i też będzie pycha. Spo­sób poda­nia zależy od naszych pomy­słów. W każ­dym bądź razie ja jestem zachwy­cona zapie­kanką, bo jest pro­sta w wyko­na­niu i w miarę tania. Nie oszu­kujmy się każdy z nas lubi zjeść coś dobrego i coś taniego… na tym polega cały amba­ras żeby tanio, pysz­nie zjeść i pełny brzu­szek mieć :D Pozo­staje mi życzyć wam — Smacznego!

 

zapiekanka_ziemniaczana.jpg

poniedziałek, Listopad 19, 2007 @ 03:11 PM
admin

To nic prost­szego! Paruf­fka & maka­ro­nik, oczy­wi­ście można zamiast maka­ro­niku dodać ryż :D z pozoru tylko trudna potrawa, ale w rze­czy­wi­sto­ści pro­sta, smaczna, tania.

Skład­niki:

  1. maka­ron — muszelki, świderki, rurki :D według fantazji
  2. parówki
  3. cebulka (to dla tych, co lubią )
  4. przy­prawy — maje­ra­nek, bazy­lia, sól, pieprz
  5. prze­cier pomi­do­rowy (pole­cam firmy Dawtona)
  6. olej (dobre do sma­że­nia: mar­ga­ryna, bar­tek — mie­szanka tłusz­czy, naj­istot­niej­sze — nie śmier­dzi po sma­że­niu na nim, tak jak po nie­któ­rych olejach)

Spo­sób przyrządzenia:

    • Maka­ron ugo­to­wać (wg uznania)
    • Pokro­joną parówkę ( kostkę, w paski, pla­sterki, jak kto chce) i cebulkę pod­sma­żyć na oleju
    • Dodać przy­prawy do kieł­ba­ski, następ­nie prze­cier pomi­do­rowy. Wymie­szać. Gdyby było za gęste to dodać tro­chę wody i wymieszać.
    • Ugo­to­wany, odce­dzony maka­ron wsy­pać do naczy­nia. Następ­nie wrzu­cić pod­sma­żoną paró­weczkę z cebulką w prze­cie­rze pomi­do­ro­wym i wymieszać.

Pycha, palce lizać:) Smacznego!

Żeby nie było… sama tę potrawę wymy­śli­łam na potrzebę życia stu­denc­kiego. Oczy­wi­ście prze­pis sprze­daje wszyst­kim zna­jo­mym, któ­rzy mają co zro­bie­nia obiad, przede wszyst­kim szybko! Bo prze­cież o to w ty cho­dzi, szybko , tanio i smacz­nie to nad­rzędna dewiza Oso­bi­ście bar­dzo lubię maka­ron z paruffą :D

niedziela, Listopad 18, 2007 @ 09:11 PM
admin

Jak panuje, w powszech­nym mnie­ma­niu, stu­dent to zawsze biedny, bo musi kasę roz­dzie­lać tak by star­czyło na rachunki, roz­rywkę, używki i jedze­nie :D . W związku z tym pomy­śla­łam, że mogła­bym pod­dać wam kilka swo­ich pomy­słów na szybki, tani i smaczny obia­dek, które oso­bi­ście wypró­bo­wa­łam jako stu­dentka :D Dyżurne w moich szaf­kach są: kasza gry­czana, kasza jęcz­mienna, ryż i maka­ron (świderki, rurki, muszelki ).

 

Pomy­sły na jakiś obiad rodziły mi się w gło­wie, kiedy w lodówce były np. śmie­tana, jajka, kieł­ba­ska, albo jakaś inna wędlina nada­jąca się do sma­że­nia. Ponadto przy­prawy i jakiś tłusz­czyk, albo olej do sma­że­nia :)

Moje potrawy poda­łam w połą­cze­niu z maka­ro­nem, ale dobrym połą­cze­niem też jest ryż :)

Maka­ron z kurczakiem

(ryż z kurczakiem)

Ważna uwaga!

Zamiast piersi z kur­czaka można dodać sma­żoną kieł­ba­skę, salami, wędlinkę (szynka)

Potrawa wyma­ga­jąca czasu, ale metody na maka­ron też są, spra­wiają, że da się go ujarz­mić w krót­szym cza­sie :D Jest to coś smacz­nego, dla każ­dego łasu­cha. Zaspo­koi głód nawet naj­więk­szego gło­do­mora. Sycąca i w miarę nie­droga. Poni­żej prze­pis stwo­rze­nia ;D

Skład­niki:

1. maka­ron — muszelki, świderki, rurki :) według fan­ta­zji
2. filet (pierś) z kur­czaka
3. przy­prawy — maje­ra­nek, bazy­lia, sól, pieprz
4. śmie­tana kre­mowa
5. olej (dobre do sma­że­nia: mar­ga­ryna, bar­tek — mie­szanka tłusz­czy, naj­istot­niej­sze — nie śmier­dzi po sma­że­niu na nim, tak jak po nie­któ­rych olejach)

Spo­sób przygotowania:

  • Maka­ron ugo­to­wać (wg uznania)
  • Pokro­jony w kostkę płat z kur­czaka pod­sma­żyć na oleju
  • Dodać przy­prawy do kur­czaka. Zalać śmie­taną — pół szklanki. Ewen­tu­al­nie roz­cień­czyć małą ilo­ścią wody. Ma być jed­no­lita, lekko gęstawa konsystencja.
  • Ugo­to­wany, odce­dzony maka­ron wsy­pać do naczy­nia. Następ­nie wrzu­cić przy­go­to­wa­nego kur­czaka i wymieszać.

Gotowe :)

Na koniec cóż pozo­staje? Zjeść przez duże Z!

A ja życzę Smacz­nego przez duże S!

piątek, Listopad 9, 2007 @ 04:11 PM
admin

Cza­sem lodówka świeci pust­kami a po pół­kach pląta się jedy­nie kasza, jajka i bułka tarta. A w brzu­chu bur­czy i czło­wiek zjadłby coś cie­płego. Na taką oka­zję mamy coś spe­cjal­nego. Kotlety z kaszy jęcz­mien­nej. W sumie do tych kotle­tów można dodać wszystko. Kasza zastę­puje w tym wypadku mięso.

 

Prze­pis na kotlety z kaszy jęczmiennej:

2 woreczki kaszy jęczmiennej

1 cebulka

3 pie­czarki

2 jajka

kilka łyżek bułki tartej

sól (można zastą­pić wegetą lub warzyw­kiem), pieprz

dodatki według uzna­nia (natka pie­truszki, czo­snek, koperek)

Spo­sób przygotowania:

  1. Gotu­jemy dwa woreczki kaszy jęcz­mien­nej tak jak zazwy­czaj 20 minu­tek, albo do momentu, kiedy już wore­czek będzie w miarę pękaty ;) (można bez soli w tedy wer­sja dietetyczna)
  2. Cebulkę i pie­czarki kro­imy w drobna kosteczkę.
  3. Następ­nie cebulkę i pie­czarki wrzu­camy na gorący olej. Oleju oczy­wi­ście nie dajemy za dużo, żeby nie było za tłu­ste. Można dodać tro­szeczkę soli wtedy cebulka puści soczek :)
  4. Ugo­to­waną kaszę jęcz­mienną wsy­pu­jemy do miski i cze­kamy do momentu aż będzie zimna. Mię­dzy cza­sie doda­jemy pod­sma­żoną cebulkę i pie­czarki. Wszystko pozo­sta­wiamy do cał­ko­wi­tego osty­gnię­cia. ( bo potem wbi­jemy jajka, a jak kasza będzie gorąca to się zetną!)
  5. Zimna kasza z cebulką i pie­czar­kami mie­szamy. Doda­jemy pieprz, warzywko (wegeta). Mie­szamy wszyst­kie skład­niki. Doda­jemy 2 jajka. Mie­szamy nadal. Na końcu doda­jemy kilka łyżek bułki tar­tej. Ma to na celu zwią­za­nie wszyst­kich skład­ni­ków, żeby kotle­ciki nie roz­pa­dły się w trak­cie sma­że­nia na patelni.
  6. Następ­nie for­mu­jemy kotle­ciki. Obta­czamy je troszkę w bułce tar­tej, żeby były bar­dziej chru­piące :)
  7. Sma­żymy kotle­ciki na roz­grza­nym oleju. Muszą być moc­niej przy­sma­żone i wtedy odwra­camy na drugą stronę. Nie będą się wtedy roz­pa­dały. Bo jak wia­domo, że kasza jęcz­mienna jest sypka, więc…
  8. Usma­żone kotle­ciki można zjeść same lub z róż­nymi dodat­kami np. sos pie­czar­kowy, mar­chewka z grosz­kiem, surówka. Są naprawdę pyszne! Pra­wie jak mie­lone, ale pra­wie w tym wypadku nie ma róż­nicy, to wer­sja al’a wege­ta­riana ;)

Kotle­ciki są tak wdzięczną potrawą, że można je jeść z róż­nymi dodat­kami. To zależy od naszej fan­ta­zji. Smacznego!

niedziela, Październik 28, 2007 @ 11:10 AM
michaniu

Jajka sadzone to jedna z prost­szych potraw. Z prost­szych nie zna­czy oczy­wi­ście banal­nych. Przy­go­to­wa­nie naprawdę dobrych jajek sadzo­nych nie wymaga wiele wysił­ków ale warto znać kilka tri­ków. Triki te spra­wią, że jajka sadzone podane na kola­cję, obiad, śnia­da­nie będą udane.

 

Jajka sadzone można jeść z róż­nymi dodat­kami. Szynką, szczy­pior­kiem, serem, sałatką z pomi­do­rów, ziem­nia­kami i kefi­rem. Tylko wyobraź­nia ogra­ni­cza dodatki. Bazę, czyli jajka sadzon, można łączyć ze wszyst­kim. Ide­alne jajko sadzone ma ścięte białko i płynne żółtko, ja takie uwiel­biam :D

 

 

skład­niki: jajka, masło, olej, sól, pieprz

recep­tura: na lekko roz­grzaną patel­nię wyle­wamy tro­chę oleju, doda­jemy masło. Kiedy olej z masłem jest już gorący należy ostroż­nie wybić jajka. Jajka trzeba sma­żyć bez przy­kry­cia na śred­nim ogniu aż białko na spo­dzie się nie zetnie. Doda­jemy pieprz i przy­kry­wamy pokrywką. Po 2 — 3 minu­tach jajka powinny być gotowe.

Jajka solimy na końcu — naj­le­piej na tale­rzu. Wcze­śniej poso­lone stracą połysk. Pieprz nie powo­duje takich kom­pli­ka­cji i dla­tego można użyć go wcześniej.

Masło łączymy z ole­jem aby się nie spa­liło. Po połą­cze­niu można uzy­skać więk­szą tem­pe­ra­turę sma­że­nia oraz smak masła.

 

środa, Październik 24, 2007 @ 07:10 AM
michaniu

Budyń to naj­prost­sza z potraw. Mam tylko pro­blem z zakla­sy­fi­ko­wa­niem jej. Nie­któ­rzy uwa­żają, że budyń to deser. Inni zaś, że to danie obia­dowe. Ja zga­dzam się z jed­nymi i dru­gimi. Budyń można zawsze zjeść. To szyb­kie i pro­ste danie.

 

Można przy­go­to­wy­wać budyń, korzy­sta­jąc z wielu skład­ni­ków. Można użyć mąki, mleka, jaj. Ale to jest po pierw­sze cza­so­chłonne a po dru­gie nie zawsze wycho­dzi. A budyń z torebki zawsze się udaje i — przy­naj­mniej mojej skrom­nej oso­bie — zawsze smakuje.

Na każ­dym opa­ko­wa­niu jest zazwy­czaj instruk­cja jak przy­go­to­wać budyń, wystar­czy postę­po­wać według niej i wszystko powinno być dobrze. Ważne aby zwró­cić uwagę, czy mamy budyń z cukrem czy też bez. Jeśli budyń jest bez cukru — to po pro­stu, trzeba cukier dodać. Pro­ste? Pro­ste! :D

naj­po­pu­lar­niej­szy przepis

skład­niki: mleko — naj­le­piej 3,2%, budyń w proszku (np. Winiary)

Z 0,5 litra zim­nego mleka odlać około 0,5 szklanki, wsy­pać zawar­tość opa­ko­wa­nia i dobrze wymieszać

Pozo­stałe mleko zago­to­wać. Do gotu­ją­cego się mleka wlać roz­ro­biony pro­szek cią­gle mie­sza­jąc. Od momentu zago­to­wa­nia goto­wać jesz­cze przez 0,5 minuty. Aby budyń się nie przy­pa­lił należy cały czas mieszać.

Gotowy budyń wlać do sala­te­rek, na talerz, do kub­ków — tutaj panuje pełna dowol­ność. Budyń można jeść na cie­pło lub na zimno. Z kon­fi­tu­rami, dże­mem, sokiem owo­co­wym, cyna­mo­nem, owo­cami itd. Panuje tutaj pełna dowol­ność :)

Uwaga:
W skle­pach dostępne się także “budy­nie” moż­liwe do przy­go­to­wa­nia na zimno, wsy­py­wane do chłod­nego mleka, gotowe po wymie­sza­niu i odsta­wie­niu na kilka minut. Można zna­leźć rów­nież budy­nie instant, zawie­ra­jące mleko w proszku, wsy­py­wane bez­po­śred­nio do gorą­cej wody, ew. mleka, gotowe zaraz po dokład­nym wymie­sza­niu. Nie pole­cam ich - gdyż w smaku są, nie bójmy się tego słowa — paskudne. Lepiej poświę­cić 5 minut i zjeść coś smacznego.

wtorek, Październik 16, 2007 @ 03:10 PM
michaniu

Nie­któ­rym wydaje się, że omlet to danie nie­zwy­kle trudne, cza­so­chłonne i wyma­ga­jące nie­zwy­kłych, ba wręcz tajem­nych umie­jęt­no­ści. Muszę wszyst­kich pocie­szyć, to jedno z prost­szych dań jakie można zro­bić z jajek. Pla­suje sie na trze­cim miej­scu. Zaraz po jajecz­nicy i jaj­kach na twardo.

 

Przy­go­to­wa­nie pysz­nego omletu nie jest trudne. Sma­że­nie też jest pro­ste. Wiem co spę­dza sen z oczu wielu wiel­bi­cie­lom tej potrawy. Wiem dla­czego nie­któ­rzy nie śpią po nocach a omlety jedzą od wiel­kiego święta. Powo­dem jest utrwa­lony przez media obraz przy­go­to­wy­wa­nia omletu. Ale zdra­dzę sekret — omletu nie trzeba prze­wra­cać na patelni. Ale o tym dalej.

 

Skład­niki — jajka, mleko, tłuszcz, sól

 

Naj­lep­szy omlet wycho­dzi z 3 — 4 jajek. Ja na każde jajko daje 1 łyżkę mleka. Tak naprawdę to dole­wam mleka na tzw. “oko”. Nic się nie sta­nie jeśli dodasz odro­binę wię­cej mleka. Mleko można zastą­pić śmietą lub wodą mine­raln. Może być gazowana.

 

Roz­bi­jamy jajka, doda­jemy mleko, szczyptę soli i wszystko dokład­nie mie­szamy do uzy­ska­nia jed­no­li­tej masy. Można do tego użyć trze­paczki lub widelca.

 

Na patelni, naj­le­piej teflo­no­wej, roz­grze­wamy tłuszcz i kiedy jest już gorący wyle­wamy masę jajeczną. I teraz drew­nianą szpa­tułką zgar­niamy wszytko od brze­gów patelni do jej środka. Teraz zmniej­szamy ogień. Jeśli mamy pokrywkę — uży­wamy jej i przy­kry­wamy patelnię.

 

Omlet jest gotowy do zje­dze­nia kiedy jego powierzch­nia jest ścięta. Dzięki pokrywce trwa to szybciej.

 

Teraz wycią­gamy omlet. Powi­nien wyjść bez pro­blemu ale nawet kiedy pęk­nie lub się pokru­szy to nic złego. Wszak za chwile i tak zosta­nie zjedzony.

 

Omlet możemy zjeść z dże­mem, bitą śmie­taną, owo­cami — wtedy jest omle­tem na słodko. Ale nic nie stoi na prze­szko­dzie aby zjeść go z parów­kami, tuń­czy­kiem z puszki, pie­czar­kami, serem żółtym, jarzy­nami Cokol­wiek znaj­dzie się w omle­cie będzie paso­wało bo omlet to dosko­nała baza i można zjeść go dosłow­nie z wszyst­kim. Ja ostat­nio zaja­dam się omle­tami z dżemem.

Omlet po usma­że­niu:
omlet_2.jpg

Omlet pokryty:) dże­mem
omlet_3.jpg

I poda­jemy:
omlet_4.jpg

mniam…

niedziela, Październik 14, 2007 @ 08:10 PM
michaniu

Jeśli myślisz, że dzi­siaj będzie o czymś super wykwint­nym to nie­stety muszę Cię roz­cza­ro­wać. Dzi­siaj nade­szła pora na nie­zwy­kle pro­ste, bły­ska­wiczne do przy­go­to­wa­nia danie. Pora na sma­żone parówki ozdo­bione serem żółtym.

 

Parówki to potrawa pro­sta, która powinna być w każ­dej sza­nu­ją­cej się lodówce. Ja naj­bar­dziej lubię parówki dro­biowe. A kto ich nie lubi? Tak, tak — dosko­nale wiem jak sie robi parówki i muszę zmar­twić wszyst­kich, któ­rzy nie lubią mię­so­żer­ców — nie prze­szka­dza mi to zupełnie.

D o przy­go­to­wa­nia paró­wek potrze­bu­jemy: cien­kie parówki, ser żółty, odro­binę tłusz­czu (może być olej), patel­nię, opcjo­nal­nie ząbek czosnku

Z paró­wek ścią­gamy folię w którą są zawi­nięte. Deli­kat­nie naci­namy je wzdłuż. Tak aby nóż prze­ci­nał je w poło­wie. Ważne aby parówki się nie rozpadły.

Na patel­nie wrzu­camy ząbek czosnku (nie musi być nawet roz­grzany) , wle­wamy olej i cze­kamy aż olej się roz­grzeje. Do gorą­cego oleju przej­dzie smak czosnku. A z oleju gdzie powę­druje? No do paró­wek :)

Na gorący olej wrzu­camy parówki i sma­żymy je z każ­dej moż­li­wej strony. Pod­czas pro­cesu sma­że­nia parówki “puchną”. Nagle optycz­nie zwięk­szają swoją objętość.

W mię­dzy­cza­sie (wiem, wiem — to słowo ponoć nie istnieje:P ) kro­imy ser żółty w paski. Przed koń­cem sma­że­nia sta­ramy się aby roz­cię­cie w parów­kach było u góry. W roz­cię­cie wkła­damy ser żółty. Jeśli dys­po­nu­jemy pokrywką to przy­kry­wamy patel­nie. Sma­żymy jesz­cze 1 — 2 minuty aż ser się roz­pu­ści. I… gotowe.

Teraz parówki na talerz. Doda­jemy musz­tardę, ket­chup, chrzan — co kto lubi i jemy ze smakiem.

Takie parówki naprawdę sma­kują rewe­la­cyj­nie. Deli­katna nuta czosnku pod­kre­śla ich smak, a roz­to­piony ser żółty… Każdy lubi taki ser :)

parowki.jpg

czwartek, Październik 11, 2007 @ 05:10 PM
michaniu

Dla nie­któ­rych to mało wyra­fi­no­wana potrawa. A co ja na to pora­dzę, że ją lubię? :D Naj­więk­szym pro­ble­mem pod­czas przy­go­to­wy­wa­nia kaszanki jest zdo­by­cie naprawdę dobrego pro­duktu. Na szczę­ście mam jeden sklep w któ­rym zawsze czeka na mnie dosko­nała kaszanka.

 

Spo­so­bów na przy­go­to­wy­wa­nie kaszanki jest mul­tum. Można na oleju zeszklić cebulkę i póź­niej dodać kaszankę, można ją goto­wać, można ją sma­żyć w cało­ści. Dobrym roz­wią­za­niem jest też zje­dze­nie kaszanki na zimno. Nie trzeba wtedy bru­dzić garów ;) Ja uwiel­biam kaszankę bez cebulki, bar­dzo mocno przy­pie­czoną. Chrupiącą.

 

Pierw­szy krok to wyję­cie kaszanki z lodówki, z siatki lub ple­caka i poło­że­nie na desce do kro­je­nia :D

kaszanka_1.jpg

Teraz nade­szła pora aby pokroić kaszankę na plasterki.

kaszanka_2.jpg

Dzięki temu kaszanka będzie się łatwiej i szyb­ciej smażyła.

 

Do usma­że­nia kaszanki naj­le­piej użyć patelni teflo­no­wej. Nic wtedy nie przy­wiera a kaszanka staje się nie­zwy­kle chru­piąca. Pokro­joną kaszankę wrzu­camy na patel­nię. Sma­żymy i doda­jemy pieprz, szczyptę ore­gano, odro­binę sosu chili. Przy­prawy nie są konieczne, ja lubię jed­nak wyra­zi­sty smak i ostat­nio lubię wszystko co ostre. Przy­prawy można wybrać według wła­snego uzna­nia, po pro­stu doda­jemy to co lubimy.

 

W zależ­no­ści od siły pło­mie­nia pod patel­nią nasze jedze­nie jest gotowe po 10 ? 20 minu­tach. Dla mnie gotowa kaszanka to taka, która jest dobrze przy­pie­czona. Rumiana.
kaszanka_3.jpg

Ważne jest tylko to aby była cie­pła. Wszak ma to być cie­pły posiłek.

 

Do kaszanki naj­le­piej pasuje ogó­rek kiszony, pomi­dor, ket­chup. Jako że pomi­dory chwi­lowo mi się prze­ja­dły, ket­chup rów­nież, na tale­rzu, obok kaszanki, zna­lazł się kiszony ogó­rek. Nie­zwy­kle kwa­śny, twardy… taki sma­ko­wity. Mniam… aż mi ślinka znowu ciek­nie. To naprawdę rewe­la­cyjne połączenie.

Szybki obiad, po któ­rym nie ma wiele zmy­wa­nia to coś god­nego pole­ce­nia. Jak widzisz goto­wa­nie nie jest trudne. Myślę, że każdy samo­dziel­nie może szybko przy­go­to­wać sobie taki wła­śnie obiad.

 

Nie zała­muj­cie się, że zaczy­nam od tak pro­stych, aby nie powie­dzieć banal­nych rze­czy ? to się zmieni :D Warto rów­nież przy­go­to­wać się na pro­ste potrawy czyli parówki :D